Bardzo naturalnym było dla mnie wczoraj, że w hołdzie Robinowi Williamsowi na moim ekranie zagości film z jego udziałem. Pewnie nie byłam odosobnionym przypadkiem. Ale w ten sposób chciałam choć przez chwilę poczuć jeszcze jego namacalną obecność, zjednoczyć się z tłumem, dla którego Jego śmierć była równie dużym szokiem i tragedią jak dla mnie.
Wybór padł na film, którego nie oglądałam nigdy w całości - zawsze fragmentarycznie, zawsze bez specjalnego zaangażowania. A że jest to film, który mój Mąż zna niemal na pamięć, bo należy do Jego ulubionych, zasiedliśmy razem, co zdarza się niezwykle rzadko ;-)