Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że Woody Allen jest uniwersalnym twórcą. Po cichu dziwiłam się, że ktoś może go nie kochać / nie ubóstwiać / nie wielbić / nie wyśpiewywać peanów na jego temat ;-) Dziś wiem, że nie każdemu jednak klimat jego filmów odpowiada. Nie każdy lubi takie przegadane formy, sypiące mądrościami w każdym kadrze, nie każdy zachwyca się tą dźwięcznie brzmiącą charakterystyczną trąbką. I super! I szanuję to - dużo bardziej niż przed laty ;-)
Sama mam ostatnio z Allenem trochę na pieńku. Jego starsze filmy wręcz mnie trochę irytują. Mimo to z uporem maniaka sięgam co jakiś czas po któryś, a nowe oglądam z coroczną regularnością. Zwłaszcza, gdy grają u niego aktorzy, których lubię, szanuję i filmografię ochoczo nadrabiam.